niedziela, 10 sierpnia 2014

Omlet z cukinią


Nie mam swojej ulubionej potrawy. Ale kiedy myślę, na co miałabym w danej chwili ochotę, zawsze są to bardzo proste dania, smaki mojego dzieciństwa. Kanapki z kwaśną śmietaną i cukrem lub z przecierem pomidorowym i posiekaną cebulą. Zupa z młodej kalarepy, gotowana razem z liśćmi. Ryż z tartym jabłkiem i cynamonem. Sałatka z pomidorów, cebuli i liści sparzonej, młodej pokrzywy. Jako dziecko uwielbiałam właśnie takie jedzenie i teraz chętnie do tego wracam. Prosto, zdrowo i z tego, co było w ogródku.

Moja babcia przyrządzała cukinię na dwa sposoby. Obierała ją, kroiła na plastry grubości ok. 1 cm, usuwała pestki, soliła, panierowała w jajku i bułce tartej i smażyła na patelni na złoty kolor. Zajadaliśmy się z bratem takimi krążkami czasem nawet w ramach obiadu, oczywiście z keczupem (dzieci wszystko jedzą przecież z keczupem).

Druga potrawa z cukinii nadaje się nie tylko na obiad czy kolację, ale także na pożywne śniadanie.

Składniki dla 1 osoby (na patelnię o śr. 20 cm):

- 1 szklanka pokrojonej w dużą kostkę cukinii (obranej i oczyszczonej z pestek)
- 2 jajka
- szczypta vegety
- łyżka oleju

Olej podgrzewamy na patelni. Wrzucamy cukinię i podsmażamy przez minutę. Prosto na patelnię wbijamy jajka i posypujemy przyprawą. Czekamy, aż jajka się zetną. Przekładamy na talerz.

Smacznego!

sobota, 19 lipca 2014

Spacer nad stawem


Dzisiaj wzięło mnie na wspomnienia. Nieodległe, bo zaledwie sprzed miesiąca. Zwykłe wyjście nad wodę, ale był to ostatni raz, kiedy byliśmy gdzieś całą trójką. Szczerze mówiąc jestem już chyba tak samo zmęczona tymi szpitalami jak mój mąż, a nikt nie wie, ile to jeszcze potrwa...

Za to kuchnia już oklejona. Jeszcze tylko trochę dopieszczania i będę mogła ją Wam pokazać :)







body - biedronka
legginsy - lidl
trampki - ccc
kapelusz - h&m



sobota, 12 lipca 2014

Bawełniane woreczki na drobiazgi


W paczce, którą przygotowałam na wymiankę (więcej TUTAJ), znalazły się także bawełniane woreczki, oczywiście uszyte z materiału w róże. Wewnątrz mają zieloną podszewkę, są wiązane satynową wstążką w groszki, przewleczoną przez tunel. W taki sam sposób powstały wielkanocne zajączki, które uszyłam jako opakowania na prezenty dla najmłodszych TUTAJ

Można ich używać na wiele różnych sposobów, przydadzą się także podczas wakacyjnych wyjazdów. Do tych większych można zapakować bieliznę. Dobrym pomysłem jest wtedy zabranie ze sobą dwóch sztuk: jednego na czystą, a drugiego na brudną. Do małych wkładamy np. biżuterię. A kiedy wsypiemy do woreczka trochę potpourii, otrzymamy pachnącą ozdobę do szafy lub torebki.

Potrzebujemy:

- 2 kawałków materiału - u mnie bawełna (lub 1 jeśli chcemy zrezygnować z podszewki)
- satynową wstążkę (sznurek)
- nici
- maszynę do szycia
- nożyczki
- szpilki
- agrafkę
- miarę krawiecką / linijkę

Wymiary:

Wielkość i kształt woreczków zależą oczywiście od nas. Pamiętajmy tylko, że jeśli chcemy uzyskać gotowe woreczki w konkretnym rozmiarze, musimy dodać ok. 5 cm u góry (obszycie + tunel) i po 1 cm po bokach i na dole (szwy). 

Długość wstążki to u mnie 4-krotna szerokość gotowego woreczka.

Wykonanie:


Z obu materiałów wycinamy po 2 prostokąty. Te na podszewkę powinny być o ok. 1 cm po bokach i 1 cm na dole mniejsze niż te wierzchnie (inaczej nie włożymy gotowej podszewki do środka).


Składamy oba kawałki tkaniny wierzchniej prawą stroną do środka i spinamy brzegi szpilkami.


Zszywamy z trzech stron na maszynie. Otwarta zostanie tylko górna część naszego worka.


Tak samo postępujemy z podszewką.


Wywracamy worek z wzorzystego materiału na prawą stronę. 5 cm od górnego brzegu wyszywamy dziurki na tunel. Muszą być na tyle wysokie, żeby przeszła przez nie wstążka. Tę część można zrobić też na początku, przed zszyciem obu kawałków. Ja po prostu o tym zapomniałam, ale bez większych problemów można to zrobić na tym etapie. Pamiętajmy tylko, żeby nie zszyć przy okazji obu kawałków tkaniny ;)


Wkładamy podszewkę do środka worka (nie wywracamy jej!).


Zaginamy do środka obie warstwy materiału (wierzchnią i podszewkę) i spinamy szpilkami. 


Obszywany naokoło. 


Teraz robimy tunel. Zaginamy do środka całą górną krawędź w taki sposób, aby mieściły się w nim na wysokość wyszyte dziurki.


Ponownie obszywamy naokoło.


Ostrożnie rozcinamy dziurki. Najlepiej zrobić to od razu po ich wyszyciu, ale ja notorycznie o tym zapominam ;)


Nasz woreczek jest w zasadzie gotowy. Teraz zajmiemy się wstążką.


Układamy wstążkę prawą stroną do góry. Do boku przypinamy agrafkę.


Przekładamy wstążkę przez dziurkę i przewlekamy przez cały tunel, popychając agrafkę.


Wyciągamy koniec wstążki przez drugą dziurkę. Gotowe!

wtorek, 8 lipca 2014

Filcowa broszka

Jak wiecie, wzięłam udział w różanej wymiance, zorganizowanej przez Justynę. Moją parą była Kornelia, a wymienione przez nas prezenty możecie zobaczyć TUTAJ. Dziewczynom bardzo dziękuję, a dzisiaj chciałabym Wam pokazać, jak zrobić broszkę z filcu, jaką dołączyłam do paczki.


Wystarczy przygotować:

- różowy i zielony filc
- różową mulinę
- igłę
- nożyczki
- zapięcie do broszki
- nakrętkę z małego słoika do odrysowania kółek

Na różowym filcu odrysowujemy dwukrotnie nakrętkę (u mnie o śr. 5 cm) i wycinamy.
Z zielonego filcu wycinamy dwa liście.


Na środku jednego kółka przyszywamy zapięcie do broszki.


Na drugim wyszywamy nieregularny, spiralny wzór.


Przykładamy obie części lewymi stronami do siebie, wkładamy między nie liście i dokładnie zszywamy całość.


Gotowe! ;)

środa, 2 lipca 2014

Śniadaniowy twarożek z wkładką


Co zazwyczaj jecie na śniadanie? Odkąd mój mąż wrócił ze szpitala (a niestety już wiemy, że nie na długo), króluje u nas twarożek. Zresztą nie tylko rano. Przymusowa płynna dieta nie jest zbytnio zróżnicowana, nie wszystko można zmiksować i udawać, że smakuje tak samo jak przed tym zabiegiem. Początkowo było ciężko się przestawić - tylko zupa, jogurty do picia, kremowe serki i rozpuszczające się w ustach wafle i chrupki. Po krótkim czasie przygotowywania osobnych dań dla każdego z naszej trójki przekonałyśmy się do takiego jedzenia również Zuzia i ja. Właściwie to zaczęłyśmy podkradać tacie te chrupki i wafle ;) Nie martwcie się, gotujemy dla siebie drugie dania, jemy też mnóstwo świeżych owoców i warzyw. Ale za to z naszej kuchni zupełnie zniknęły słodycze. Po prostu przestałam je kupować. Tata nie może ich jeść, mama powinna dbać o linię, a Zuzi do niczego nie są potrzebne. Wszystkim nam to wyszło na zdrowie.

Kiedy rano siadamy do stołu, Zuzia wdrapuje się tacie na kolana, bierze wafla, zanurza go w serku i dopiero potem odgryza kawałek. I tak za każdym razem, kilka wafli pod rząd. Czasem karmi też rodziców ;)

To w zasadzie najzwyklejszy kremowy twarożek, do którego wrzucamy drobno posiekane dodatki. Ale kiedy mój mąż przygotował go po raz pierwszy, wiedziałam, że prędko mi się nie znudzi.


Kroimy 2 rzodkiewki, pół pęczka szczypiorku, garść kiełków brokuła i ćwierć surowej czerwonej papryki.


Do miseczki wrzucamy opakowanie naturalnego twarożku. Dodajemy pokrojone składniki. Mieszamy.


Podajemy z pieczywem na śniadanie, jako dip do surowych warzyw na lunch lub z chipsami na imprezę. Smacznego ;)

piątek, 20 czerwca 2014

Wyróżnienie Liebster Award

Jakiś czas temu zostałam wyróżniona przez Justynę (pozdrawiam Cię gorąco!) do Liebster Award. Oto odpowiedzi na pytania, które mi zadała:

1. Założyłam swój blog, ponieważ... chciałam się podzielić z innymi moimi pomysłami i trochę się poprzechwalać ;) 6 lat temu planowałam założyć blog szafiarski, ale czas mijał, a ja nie potrafiłam się zdecydować. Poza tym od dawna marzę o założeniu własnej firmy, a wiadomo, że blogi są świetną reklamą.

2. Prace wykonuję głównie dla... siebie, swojej rocznej córeczki, czasem także dla MagicalAlley ;)

3. Jestem najbardziej dumna z... wzorzystych legginsów dla Zuzi. To pierwsza rzecz, którą uszyłam od podstaw i to bez żadnego wykroju. Zdecydowanie nadawały się do noszenia!

4. Moją ulubioną książką jest... "Ulica marzycieli" Roberta McLiama Wilsona. Uwielbiam też wszystko, co wyszło spod piór Gabriela Garcii Marqueza i Maria Vargas Llosy.

5. Moim ulubionym kolorem jest... nie mam ulubionego koloru, chociaż ostatnio coraz częściej wybieram jasną zieleń i granat.

6. Kawa czy herbata? Zdecydowanie herbata! Najlepiej klasyczny Earl Grey, ale nie pogardzę wszelkimi aromatyzowanymi. Kawę piję tylko do towarzystwa.

7. Morze czy góry? Góry. Marzę o przeprowadzce w Góry Stołowe, żeby móc się nimi cieszyć na co dzień.

8. Gotowanie czy pieczenie? Szczerze mówiąc, nie potrafię ani jednego, ani drugiego. Ale jako że przy pieczeniu można więcej zepsuć, wybieram gotowanie ;)

9. Lubię hand made, bo... wykonując różne przedmioty mam pewność, że nikt nie będzie miał takich samych. A ja lubię mieć wszystko wyjątkowe ;)

10. Gdy mam wolną chwilę, to... spędzam ją z mężem i córką - nic tak nie poprawia humoru, jak widok uśmiechniętych ukochanych osób!

Zapraszam do zabawy autorki blogów:

Galeria pod jaskółką
Anielskie skrzydełko
Magical Alley

A oto moje pytania:

1. Dlaczego założyłaś bloga?
2. Co najbardziej lubisz w blogowaniu?
3. Skąd czerpiesz inspiracje do tworzenia?
4. Jaka jest Twoja ulubiona technika?
5. We wnętrzach urządzonych w jakim stylu czujesz się najlepiej?
6. Wolisz sukienki czy spodnie?
7. Wolisz lato czy zimę?
8. Wolisz tworzyć dla siebie czy innych?
9. Co robisz gdy nie tworzysz / blogujesz?
10. Bez jakich trzech rzeczy nie potrafisz się obyć?

sobota, 14 czerwca 2014

Ogłoszenia parafialne

Ostatnio moje życie kręci się tylko wokół domu i szpitala. Z jednej strony Zuzia, której wszędzie pełno, domowe obowiązki i remont kuchni, z drugiej Mąż, który codziennie na mnie czeka. Dlatego nie mam czasu ani na tworzenie, ani nawet na zaglądanie na Wasze blogi. Szczerze mówiąc to nie mam czasu na nic. Muszę się wziąć w garść, bo natłok zajęć, przejęcie wszystkich obowiązków nie tylko w domu i na podwórku, ale także w firmie, ciągły stres i spowodowany tym zupełny brak apetytu powodują, że sama zaczynam się coraz gorzej czuć. Gdyby nie moja Mama, nie wiem, jakbym sobie poradziła.

Czerwiec miał być wyjątkowy, pełen wyjazdów i niespodzianek. Najpierw moje urodziny, potem rocznica, długo oczekiwany remont. Choroba pokrzyżowała wszystkie plany. Przedwczoraj stuknęło nam 10 lat związku, a jedyny sposób, w jaki mogliśmy to uczcić, to jogurt do picia w szpitalnym bufecie. Najważniejsze, żeby jak najszybciej wrócił do zdrowia. Przecież żeby cieszyć się sobą wcale nie są potrzebne specjalne okazje. Róbmy to codziennie, bo niestety nigdy nie wiemy, co nam przyniesie czas.

A jeśli chodzi o kuchnię... Mieszkanie wyremontowaliśmy już ponad rok temu, ale cały czas brakowało nam pieniędzy, żeby je wykończyć. Mieszanina przypadkowych mebli, które dostaliśmy od rodziny i znajomych, skutecznie utrudnia stworzenia spójnego wnętrza. Pomimo tak długiego czasu ściany nadal są puste, przestrzeń pozbawiona jest charakteru. Moją największą bolączką zdecydowanie była kuchnia. Nagły przypływ gotówki nie nastąpił, ale za to mój Tata postanowił zmienić meble w swojej kuchni i po prostu wzięłam od niego stary komplet. Tak stałam się posiadaczką może i starej, ale za to prawdziwej kuchni (do tej pory stanowiło ją kilka zupełnie różnych szafek i komód w wieku od 15-50 lat, ustawionych na przemian z nowym sprzętem - nazywałam to industrialnym eklektyzmem, przynajmniej spełniało swoją funkcję całkiem dobrze). Mam już płytki na ścianie, nowe blaty i ustawione szafki. Teraz czeka mnie oklejanie i wykańczanie. Z jednej strony przykro mi, że robię to sama, z drugiej nie umiem się doczekać, jak mój Mąż zareaguje. :) Kiedy tylko moje życie wróci do normy, kuchnia stanie się głównym tematem na blogu.

To tyle tytułem wyjaśnień. Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła opublikować posty zupełnie inne niż ten.